Budownictwo przemysłowe bez kompromisów – rozmowa z Kacprem Poniszem z ART Building
Budownictwo przemysłowe w Polsce zmaga się dziś z rosnącą presją czasu i rygorami budżetowymi, które nie mają wiele wspólnego z realiami rynkowymi. ART Building — szybko rozwijający się generalny wykonawca w segmencie obiektów przemysłowych — wypracował model pracy, w którym ciągłość zespołu, myślenie długoterminowe i adaptacja narzędzi cyfrowych przekładają się na realne wyniki. O tym, gdzie projekty się sypią, dlaczego hale to narzędzia biznesowe, i jak Hustro zmieniło podejście do zarządzania danymi z budowy, opowiada Kacper Ponisz.
Źródło: Freepik
Dwie presje, zero marginesu
Ernest Szydelski: Z jakimi problemami przychodzą dziś inwestorzy planujący nową halę?
Kacper Ponisz: Dominującymi czynnikami kształtującymi dziś realia inwestycji budowlanych są silna presja czasu oraz rygor budżetowy. W wielu przypadkach założenia biznesowe inwestorów nie odzwierciedlają obecnych warunków rynkowych. W ciągu ostatnich kilkunastu lat wynagrodzenie minimalne wzrosło kilkukrotnie, a koszty energii, materiałów i komponentów budowlanych podlegały dynamicznym wahaniom, szczególnie po 2020 roku, co znacząco zmieniło strukturę kosztów realizacji projektów.
Jednocześnie polski rynek funkcjonuje w warunkach konkurencji międzynarodowej — duże organizacje porównują koszty produkcji i realizacji inwestycji nie tylko lokalnie, ale również z alternatywnymi lokalizacjami poza Europą. Wydłużone procedury administracyjne powodują, że faza przygotowawcza inwestycji zajmuje znaczną część harmonogramu, a czas przeznaczony na samą realizację ulega kompresji, co wymusza pracę w bardzo napiętych terminach wykonawczych.
Ten sam zespół od wyceny do odbioru
ES: Co sprawia, że klienci wracają do ART Building przy kolejnych inwestycjach?
KP: Kluczowa jest ciągłość zespołu. Osoby, które odpowiadają za wycenę i prowadzą pierwsze rozmowy z klientem, pozostają zaangażowane również na etapie realizacji. Znają projekt od podstaw, rozumieją przyjęte założenia i wiedzą, dlaczego podjęto konkretne decyzje. W wielu organizacjach proces jest rozdzielony — jedna jednostka przygotowuje ofertę, inna prowadzi budowę — co zwiększa ryzyko utraty informacji i nieporozumień na etapie wykonawczym. To częsta przyczyna problemów na budowie.
W naszym modelu tego ryzyka nie ma. Dodatkowo pełnimy rolę partnera doradczego: nie ograniczamy się do wykonania zakresu, ale wskazujemy konsekwencje poszczególnych decyzji technicznych, kosztowych i harmonogramowych. Potrafimy jasno powiedzieć: „to rozwiązanie jest możliwe, ale będzie miało konkretne skutki operacyjne lub finansowe”.
Jeżeli na końcu projektu dotrzymane są deklaracje dotyczące terminu, budżetu i jakości, klient wraca przy kolejnej inwestycji. To prosta zasada, choć w realiach branży budowlanej wciąż nie jest standardem.
Źródło: Freepik
Gdzie projekty się sypią
ES: Gdzie najczęściej projekty przekraczają budżet?
KP: Najczęściej wtedy, gdy wchodzimy w projekt dopiero po zakończeniu fazy projektowej. Teoretycznie wszystko się zgadza, ale problem jak zwykle tkwi w szczegółach. Przyjęte rozwiązania nie są optymalne technicznie lub kosztowo i warto byłoby je zmienić. A jak wiemy — działamy już wtedy pod silną presją czasu.
Drugi scenariusz to sytuacja, w której inwestor ma ogólną wizję funkcji obiektu, ale nie wszystkie potrzeby operacyjne są doprecyzowane. W trakcie realizacji okazuje się, że wymagane są dodatkowe instalacje, zmiany układu funkcjonalnego czy modyfikacje infrastruktury technicznej. A ingerencja w elementy już wykonane zawsze generuje koszty nieproporcjonalnie wysokie do pierwotnej oszczędności.
Jest jednak jeszcze jeden, rzadziej omawiany aspekt: brak myślenia długoterminowego. Dla wielu firm budowlanych odbiór oznacza zakończenie projektu. Dla inwestora to dopiero początek eksploatacji i rozwoju biznesu. Dlatego zadajemy pytania wykraczające poza bieżący zakres:
- Czy w perspektywie kilku lat planowana jest rozbudowa?
- Czy planowane są nowe linie technologiczne lub zmiana profilu produkcji?
- Czy przewidujecie automatyzację procesów?
Na etapie pierwszej inwestycji wystarczyłoby przewidzieć kilka dodatkowych metrów kwadratowych oraz zapas w układzie zasilania, aby uniknąć kosztów liczonych w setkach tysięcy złotych i ingerencji w działający obiekt. W całym procesie zabrakło jednego kluczowego pytania projektowego: jakie są możliwe scenariusze rozwoju zakładu w perspektywie 3–5 lat i czy infrastruktura techniczna została na nie przygotowana.
Źródło: Unsplash
Know-how z budowy, nie z podręcznika
ES: Macie duże doświadczenie z klientami z automotive. Jak to przekłada się na kolejne projekty?
KP: Jeżeli realizujemy obiekt o zbliżonym profilu do wcześniejszych inwestycji, nie startujemy od zera. Doradzamy w oparciu o konkretne, przeżyte sytuacje z budów i późniejszej eksploatacji obiektów. To dotyczy bardzo praktycznych kwestii: konstrukcji budynku, posadzek przemysłowych, zabezpieczeń przeciwpożarowych.
Przykładowo — przy niektórych procesach produkcyjnych istnieje ryzyko wycieku elektrolitu, który może degradować standardową posadzkę przemysłową. Wiedząc to z wcześniejszych realizacji, od razu dobieramy system żywicy o odpowiedniej odporności chemicznej.
Mamy również duże doświadczenie we współpracy z inwestorami zagranicznymi. Kluczowe jest zrozumienie ich sposobu podejmowania decyzji oraz wyzwań, z jakimi mierzą się w nowym kraju — od różnic kulturowych i organizacyjnych, po lokalne przepisy budowlane i administracyjne, które bywają dla nich nieintuicyjne. Często nasze wsparcie zaczyna się jeszcze przed projektowaniem: pomagamy w analizie działki, weryfikacji warunków zabudowy, dostępności mediów czy potencjalnych ograniczeń środowiskowych.
Rolą generalnego wykonawcy nie jest wyłącznie realizacja robót budowlanych. To przede wszystkim przeprowadzenie inwestora przez cały proces inwestycyjny — od pierwszej decyzji lokalizacyjnej aż po bezpieczne rozpoczęcie działalności operacyjnej w nowym obiekcie.
Źródło: Unsplash
Lekcja z pierwszej budowy w Hustro
ES: Zaczęliście korzystać z Hustro rok temu. Co się zmieniło?
KP: Na początku traktowaliśmy system głównie jako narzędzie do rejestrowania usterek. Dokumentowaliśmy problemy, komunikowaliśmy klientowi ich usunięcie, ale nie wykorzystywaliśmy pełnych możliwości tej aplikacji.
Z czasem zorientowaliśmy się, że zupełnie nieświadomie zbudowaliśmy dużą bazę. Bazę, z której można wyciągnąć dane nie tylko na temat usterek, ale — po odpowiednim przetworzeniu — uzyskać informację na temat jakości prac podwykonawców czy skuteczności przyjętych rozwiązań. I to właśnie staramy się robić — zebrane przez Hustro surowe dane porządkujemy przy użyciu sztucznej inteligencji i zamieniamy w informacje, a te w połączeniu z naszym doświadczeniem i analityką zaczynają stanowić wiedzę, która pomaga nam w doskonaleniu naszych poczynań.
Nie adopcja, a adaptacja
ES: Korzystacie z wielu narzędzi cyfrowych. Co sprawia, że zespół faktycznie z nich korzysta zamiast wracać do WhatsAppa?
KP: Kluczowe jest podejście do wdrożenia. Narzędzia trzeba adaptować do organizacji, a nie bezrefleksyjnie adoptować w gotowej formie. Standardowe rozwiązania często narzucają sztywne ramy procesowe, które nie odpowiadają realiom budowy. Wtedy ludzie traktują system jako dodatkowe obciążenie, a nie wsparcie.
Zmiana nawyków następuje tylko wtedy, gdy narzędzie realnie rozwiązuje problem i upraszcza codzienną pracę. Jeśli komunikacja jest szybsza, decyzje są lepiej udokumentowane, a informacje łatwo dostępne — zespół naturalnie zaczyna z tego korzystać.
To cenię we współpracy z Hustro — kiedy dawaliśmy sugestie, widzieliśmy, że trafiają do produktu. Ludzie na budowie to zauważają — że narzędzie jest robione pod nich, nie pod prezentację dla zarządu. I wtedy sami chcą z niego korzystać, bo po prostu ułatwia wykonywanie ich pracy.
Źródło: Unsplash
Jak rozpoznać dobrego partnera w budownictwie przemysłowym?
ES: Dyrektor zakładu szuka generalnego wykonawcy po raz pierwszy. Na co powinien zwrócić uwagę?
KP: Nie ma jednego decydującego pytania, które rozstrzyga wybór. Jest natomiast wyraźny sygnał — od czego firma zaczyna rozmowę. Czy skupia się na prezentowaniu własnego portfolio, skali zatrudnienia i zrealizowanych inwestycji? Czy może zaczyna od zrozumienia mojego projektu, modelu biznesowego i ryzyk operacyjnych?
Wiele firm przychodzi z gotową prezentacją o sobie. To naturalne, bo chcą pokazać się z jak najlepszej strony. Tylko nie tego potrzebują inwestorzy, którzy szukają kompetencji do zrealizowania konkretnego obiektu, który ma generować przychód przez kilkanaście lat. Dla dyrektora zakładu kluczowe powinno być:
- Zrozumienie procesu produkcyjnego — czy wykonawca próbuje zrozumieć, czym zajmuje się firma?
- Podejście biznesowe — czy rozumie, że budynek jest narzędziem biznesowym, a nie celem samym w sobie?
- Przygotowanie merytoryczne — czy analizuje projekt przed spotkaniem?
- Identyfikacja ryzyk — czy proponuje usprawnienia, zamiast tylko potwierdzać zakres?
Jeżeli odpowiedź na te pytania jest twierdząca, to znak, że po przeciwnej stronie stołu znajdują się odpowiednie osoby.
Umów prezentację
Hustro to aplikacja dla generalnych wykonawców. Zarządzaj usterkami, inspekcjami i dokumentacją z budowy — wszystko w jednym miejscu.